szarza1

Zagadka ostatniej szarży – Borujsko 1945 – cz. 2

Jarosław Leszczełowski

Po zaznajomieniu się z terenem możemy teraz powrócić do publikacji zawierających opis bitwy o Borujsko, która rozpoczęła się 1 marca 1945 r. rano o 9.00 i stanowiła część szerzej zakrojonych działań 1 Armii Wojska Polskiego.

Przedstawimy najpierw podstawowe informacje dotyczące planów i zamiarów polskich dowódców dotyczących walki w rejonie Borujska.

Dowódca armii zamierzał rozłupać pozycję ryglową, wyprowadzając główne uderzenie na Borujsko, Żabin i Góry Smolne siłami 1 i 2 Dywizji Piechoty, za którymi czaiła się w odwodzie 4 Dywizja Piechoty. Pozostałe dwie dywizje 3 i 6 prowadziły działania obronne. Wyjątek stanowił 14 pułk piechoty 6 Dywizji Piechoty, który atakował Góry Smolne. Borujsko leżało w pasie natarcia 2 Dywizji Piechoty dowodzonej przez pułkownika Jana Rotkiewicza. Rozkazem dowódcy armii dowódcy tej dywizji przydzielono 2 Brygadę Artylerii Haubic, 1 Brygadę Pancerną oraz 13 Pułk Artylerii Pancernej. Wśród tych jednostek nie było 1 Brygady Kawalerii, która wraz z 4 Dywizją Piechoty znajdowała się w odwodzie ogólnym dowódcy armii. Innymi słowy o użyciu brygady decydowało dowództwo armii[i]. Zauważyć należy, że ze składu tej brygady wydzielono grupę konną przeznaczoną do współdziałania z 1 Brygadą Pancerną, co oznacza, że już na etapie formułowania decyzji i rozkazu bojowego sztab armii przewidywał współdziałanie czołgów z grupą kawalerii. W punkcie 5. tabeli organizacji i współdziałania jednostek opisano zadanie grupy konnej 1 Brygady:

grupa konna w składzie dwóch zbiorczych szwadronów konnych 2 i 3 pułków ułanów pod dowództwem podporucznika Zbigniewa Staraka i podporucznika Mieczysława Spisackiego, wzmocnionych 2 baterią 4 dywizjonu artylerii konnej, plutonem moździerzy i dwoma ciężkimi karabinami maszynowymi na taczankach, którą dowodził zastępca dowódcy pułku ułanów do spraw liniowych Walerian Bogdanowicz, miała być gotowa do wsparcia powodzenia 1 Brygady Pancernej współdziałającej z 2 Dywizją Piechoty”[ii]

Innymi słowy grupa konna, jako tzw. jednostka szybka, miała wejść do akcji po przełamaniu obrony nieprzyjaciela przez czołgi. Tak należy rozumieć sformułowanie „wesprzeć powodzenie 1 Brygady Czołgów”. Po rozbiciu niemieckiej obrony przez czołgi i piechotę kawaleria miała wejść w ugrupowanie nieprzyjaciela, żeby brać udział walkach pościgowych i dezorganizować proces wycofywania się Niemców i uniemożliwiać im przygotowanie kolejnych pozycji obronnych. Nie było w tym nic zaskakującego.

Jednakże ze wspomnień podporucznika[iii] Zbigniewa Staraka, znajdujących się w zbiorach Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu wynika, że już wieczorem 28 lutego planowano, że kawaleria będzie szarżować konno z szablami w dłoni, co było dość zaskakujące, gdyż ta forma walki była na ówczesnym polu walki stosowana bardzo rzadko. Jest dość oczywistym, że szarża ta miała być dokonana na rozbitego przez czołgi, wycofującego się nieprzyjaciela. Na tym etapie nikt chyba nie zamierzał kruszyć niemieckiej obrony szarżującą kawalerią, gdyż taki rozkaz nie byłby racjonalny. Zamiary zamiarami, a rzeczywistość rządzi się swoimi prawami.

Zrelacjonowanie przebiegu działań bojowych, jakie miały miejsce 1 marca 1945 r., nie jest łatwe, gdyż opisy zawarte w publikacjach i wspomnieniach różnią się bardzo od siebie, a w wielu (nawet tych najnowszych) znajdują się poważne błędy, które świadczą o kompletnej nieznajomości terenu przez ich autorów. Opierając się na najbardziej wartościowych opracowaniach i relacjach uczestników walk, przebieg bitwy można przedstawić w poniższy sposób.

Po trzydziestominutowym przygotowaniu artyleryjskim i ataku lotnictwa, ok. godz. 9.00 od wschodu w kierunku szosy Żabin-Mirosławiec, ruszyło natarcie 5 pułku piechoty 2 Dywizji Piechoty. Nasi piechurzy szli w swych ciemnozielonych płaszczach po ośnieżonym, rozległym i otwartym polu. Niemieckie karabiny maszynowe i moździerze otworzyły morderczy ogień, w wyniku czego pole pokrywało się nieruchomymi ciemnymi sylwetkami zabitych Polaków. W końcu dwa pierwszorzutowe bataliony zaległy. Dotarły one na odległość ok. 300 metrów od szosy prowadzącej do Mirosławca. Ogień kaemów i moździerzy był tak silny, że żołnierze nie mogli się ruszyć z miejsca. Wtedy niemieckie pozycje zostały ponownie zbombardowane przez polskie i sowieckie samoloty, a dowódca pułku wprowadził do walki drugorzutowy batalion, co pozwoliło zbliżyć się do szosy na odległość 150 metrów, ale w tym miejscu natarcie znowu utknęło. O 11.00 do wsparcia piechoty skierowano 2 batalion czołgów i baterię kilku dział pancernych Su-85. Wyszczerbiony we wcześniejszych walkach batalion był batalionem czołgów tylko z nazwy, gdyż posiadał jedynie cztery maszyny klasy T-34 (prawdopodobnie w wersji T-34/85). Kiedy czołgi i działa pancerne, osiągnęły linię piechoty, ta próbowała wznowić natarcie, co jednak uniemożliwił zmasowany ogień niemieckiej broni maszynowej. Dlatego też czołgi bez osłony piechurów zbliżyły się do linii niemieckich i wtedy uaktywnili się strzelcy pancerfaustów ukryci we wnękach przed szosą. Wkrótce trafiony został pierwszy czołg, a potem drugi… Inne maszyny pozbawione osłony piechoty, nie mogły nacierać w tych warunkach. Znowu impas. Krwawy bój trwał już od sześciu godzin. Natarcie trzeba było wzmocnić i to bardzo poważnie albo znowu pogodzić się z porażką.

1marca_zalegliUproszczony schemat walk na pozycji ryglowej pomiędzy Borujskiem a Górami Smolnymi do połowy dnia 1 marca 1945 r. opr. J. Leszczełowski

su85_2Działa pancerna Su-85. Fot. nieznanego autora. Źródło: www.las-arms.ru.

Wydano rozkazy do kolejnego znacznie silniejszego natarcia. Kto był autorem tej decyzji nie jest jasne, gdyż informacje na ten temat zawarte w relacjach i powojennych publikacjach przeczą sobie nawzajem. Antoni Jasiński – autor wydanej w 1958 r. książki „Przełamanie Wału Pomorskiego”, który dokonał solidnej analizy dokumentacji archiwalnej, napisał:

„[…] dowódca dywizji około godziny 14.00 wprowadził do walki 4 pułk piechoty (bez 2 batalionu) oraz 1 batalion czołgów z baterią 13 pułku artylerii pancernej (5 dział) i batalionem piechoty zmotoryzowanej 1 brygady pancernej jako desant na czołgach. Dowódca armii skierował również do uderzenia na Borujsko grupę konną 1 brygady kawalerii.” [i]

Miały to być więc dwie odrębne decyzje podjęte na szczeblu dywizji i armii. Powstaje pytanie, kto w takim razie tak znakomicie skorelował czasowo kawaleryjską szarżę i atak piechoty, dział pancernych i czołgów.

Wiadomym jest też, że do koordynacji boju na głównym kierunku uderzenia armii został wyznaczony zastępca dowódcy armii do spraw liniowych – Marek Karakoz. Innymi słowy oficer ten koordynował uderzenie 1 i 2 Dywizji wraz z przydzielonymi im oddziałami. Punkt obserwacyjny generała Karakoza znajdował się na lewym skrzydle 2 Dywizji Piechoty. Możemy przyjąć za pewnik, że miał on doskonały przegląd sytuacji. Wszystko na to wskazuje, że mógł on wydawać rozkazy dowódcy 1 Brygady Kawalerii. Zbigniew Flisowski – znawca tematu i uczestnik walk na pozycji ryglowej – napisał:

„Zastępca dowódcy armii staje jednak na stanowisku, że trzeba uderzyć całą siłą – wszystkimi opancerzonymi lufami, jakie ma się pod ręką, wszystkimi czołgami, zwłaszcza, że są wsparte organiczną piechotą brygady pancernej i piechotą 2 dywizji”[ii]

Sprawę wydają się rozstrzygać wspomnienia podporucznika Zbigniewa Staraka, który zapisał:

„Po godzinnym marszu zameldowałem się u dowódcy 2 dywizji piechoty Rotkiewicza, który po serdecznym przywitaniu rozkazał być w każdej chwili w gotowości do działań. Dowódca dywizji znajdował się na wysuniętym punkcie obserwacyjnym […]”

W niedługim czasie zostałem ponownie wezwany do dowódcy dywizji i po zameldowaniu się otrzymałem rozkaz uderzenia w szyku konnym na miejscowość Borujsko, z zadaniem jej opanowania oraz zabezpieczenia przez baterię 76 mm rozwidlenia dróg na zachód od m. Borujsko […]”

Według Zbigniewa Staraka dowódca 2 Dywizji Piechoty – Jan Rotkiewicz – wydawał rozkazy szwadronom przeznaczonych do wsparcia piechoty i czołgów. Możemy chyba polegać na relacji dowódcy szarży i przyjąć, że bojem o Borujsko kierował bezpośrednio dowódca 2 Dywizji Piechoty.

W każdym razie do ataku na Borujsko ruszył teraz świeży 4 pułk piechoty z 1 batalionem czołgów 1 Brygady Pancernej, liczącym aż 12 maszyn (niektórzy piszą nawet o 14) typu T-34. oraz baterią kilku dział pancernych Su-85. Ponadto czołgom towarzyszył batalion fizylierów (zwany też batalionem zmotoryzowanym), którzy uzbrojeni byli w pistolety maszynowe PPSz (pepesze) oraz rusznice przeciwpancerne. Część z tych żołnierzy usiadła na pancerzach czołgów jako tzw. desant.

Później ruszyły szwadrony dowodzone przez Zbigniewa Staraka, które zgodnie z wcześniejszymi planami miały wykorzystać chaos w szeregach przeciwnika po rozbiciu jego linii obrony przez czołgi wsparte piechotą 4 pułku. Kawaleria miała wykorzystać przełamanie obrony przez czołgi i wejść w ugrupowanie cofającego się nieprzyjaciela, żeby jako tak zwana grupa szybka, brać udział w walkach pościgowych i dezorganizować proces wycofywania się Niemców. Wydawało się, że atak licznej piechoty wsparty stosunkową pokaźną liczbą czołgów i dział pancernych rozłupie niemieckie linie obrony. Stało się jednak inaczej.

Kiedy rozpoczynał się ten końcowy bój o Borujsko nikt pewnie jeszcze nie przypuszczał, że kawaleria i do tego szarżująca konno, odegra istotną rolę w kruszeniu dobrze przygotowanej linii obronnej. Jak napisałem już wcześniej, zaplanowano konną szarżę i ułani byli na nią przygotowani, jednak jej celem miał być rozbity przez polskie czołgi, cofający się lub nawet uciekający nieprzyjaciel.

t-34_model_1941_or_1942_crimeaCzołg T-34/76 z fizylierami jako desant. Fot. nieznanego autora

Niemcy wiedzieli, że atak czołgów i piechoty jest bardzo groźny i skoncentrowali na nim cały ogień broni maszynowej i moździerzy. Obrońcy Borujska usiłowali pozbawić czołgi osłony, jaką oferowała im piechota, gdyż inaczej nie udałoby się skutecznie użyć pancerfaustów. Ogień maszynowy był potężny i w końcu piechota 4 pułku musiała zalec. Scenariusz porannego ataku realizowany był więc i tym razem. Jednak zaaferowani tą walką Niemcy, nie zwracali pewnie uwagi na trzymające się początkowo z tyłu dwa szwadrony kawalerii. Walka prowadzona przez czołgi, fizylierów i piechotę pozwoliła kawalerzystom bardzo zbliżyć się do linii niemieckich położonych za szosą. Ponadto, jak wspomina ppor. Starak, zbliżenie się do niemieckich linii obronnych ułatwił również gęsty dym palącego się polskiego czołgu.

Gdyby Niemcy wcześniej skoncentrowali ogień broni maszynowej na ułanach, doszłoby do masakry. Na szczęście zajęci zwalczaniem śmiertelnie niebezpiecznego ataku piechoty i czołgów, hitlerowcy nie dostrzegli ataku zbliżających się kawalerzystów, którzy nagle wyskoczyli zza linii czołgów 1 batalionu. Moim zdaniem, ten moment walki był kluczowy dla sukcesu kawaleryjskiego ataku. Tu tkwi rozwiązanie tytułowej zagadki tej niewiarygodnej szarży. Silny atak piechoty i czołgów z fizylierami umożliwił kawalerzystom pokonanie rozległych pól i przeprowadzenie szarży ze stosunkowo niewielkiej odległości (!). Zwróćmy też uwagę, że w tym momencie doszło do zasadniczej zmiany planów, co do użycia kawalerii. Otóż piechota i czołgi nie potrafiły rozbić linii obronnej. Nie było więc planowanej szarży na rozbitego nieprzyjaciela, lecz konny atak z szablami w ręku na szachownicę pancerfaustników oraz linię okopów za szosą. Trochę wariacki, a trochę dziwaczny atak szarżującej kawalerii na niemieckie umocnienia polowe był więc efektem zaistniałej sytuacji.

Kawaleria bez strat dotarła na tak bliską odległość, że obrońcy okopów za szosą nie byli w stanie zareagować. Polskie szwadrony minęły linię czołgów i rozwinięte do ataku pędziły cwałem w kierunku struchlałych Niemców. Ułani rozprawili się ze strzelcami pancerfaustów i przeskoczyli linię okopów z głośnymi okrzykami „HURRA!”, rąbiąc wszystkich, którzy stanęli im na drodze! Niemcom puściły nerwy. Słychać było wypełnione trwogą wrzaski: „KAVALERIE!!!”, „KAVALERIE!!!” „KOSAKEN!!!!!”.

Kiedy strzelcy pancerfaustów zostali przyduszeni do ziemi lub posiekani szablami, zdecydowanie do przodu ruszyły polskie czołgi, Nikt ich już nie był w stanie zatrzymać. W euforii zerwała się do ataku piechota 4 i 5 pułków piechoty. Gromki okrzyk „HURRRA!” słychać było w całej okolicy. Niemcy pierzchali w popłochu w kierunku wsi.

Natomiast kawaleria była już w jarach otaczających wieś od wschodu. Tam padły rozkazy poruczników Staraka i Spisackiego do spieszenia. Koniowodni odciągnęli zwierzęta w bezpieczne ukrycia, a ułani ruszyli na pieszo w kierunku ufortyfikowanej wsi. Czekała ich jeszcze twarda walka, ale nie będą już sami. Do jarów dociera polska piechota, a czołgi ogniem na wprost ostrzeliwują budynki w Borujsku.

Zbigniew_Starak_KopiowanieMjr Zbigniew Starak – powojenne zdjęcie dowódcy szarży pod Borujskiem. Fot. ze zbiorów Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu.

To dobry moment, żeby odtworzony przeze mnie przebieg bitwy i szarży grupy konnej skonfrontować ze wspomnieniami podporucznika Zbigniewa Staraka. Dotarłem do trzech relacji dowódcy borujskiej szarży. Pierwsza ma formę maszynopisu i została udostępniona przez Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu:
„Strzeliła w górę czerwona rakieta – to sygnał do ataku. Padła komenda LANCE, SZABLE W DŁOŃ”. Rozwinięte w linię plutony wyskoczyły z lasu do szarży, utrzymując kierunek na wieś Borujsko. Cwałem doszliśmy do toru kolejowego, przeskoczyliśmy przezeń, przejechaliśmy się po szachownicy grenadierów, którzy niszczyli nam pancerfaustami czołgi. Tuż przed wsią znajdował się głęboki jar, w którym wydałem rozkaz „do walki pieszej z koni”
Komenda „Lance, szable w dłoń!” miała tradycyjne brzmienie, gdyż podobnie jak ich poprzednicy z 1939 r. ułani 1 Brygady Kawalerii nie używali lanc w walce. W relacji charakterystyczny jest lakoniczny opis samej szarży. Wydaje się, że z powodów wskazanych powyżej jeźdźcy niemal całkowicie uniknęli ognia karabinów maszynowych i niemal bez strat dotarli do jaru. Na kolejnych stronach maszynopisu ppor. Starak dość szczegółowo opisuje ciężkie walki piesze we wsi. Dla dowódcy szarży rozbicie niemieckiej linii obronnej za szosą nie było warte dłuższej opowieści. Zaskoczeni i przerażeni Niemcy nie stawili oporu, chociaż wcześniej odpierali ataki licznej piechoty, czołgów i dział pancernych.
Drugą relację dowódcy szarży spisał inny uczestnik walk na pozycji ryglowej, pisarz i dziennikarz Zbigniew Flisowski:
„Przed samą szosą zrobili szachownicę z pancerfaustów fantastycznie zamaskowanych, każdy w dołku, obok po dziesięć sztuk poukładanych pancerfaustów. Widziałem to jakimś rzutem oka z rozpędzonego konia. Plutony pędziły teraz prawie w jednej linii cwałem. Zdzierałem sobie gardło, poprawiając szyki. Wspaniały to był widok ta rwąca fala naszego natarcia. Minęliśmy piechotę, minęliśmy czołgi. O czym się myśli w takiej chwili? Tylko o jednym: dorwać się do wroga. Przeskoczyliśmy przez wnęki pancerfaustników, konie brały rowy, kto się wychylił lub uciekał dostawał szablą!”
W uzupełnieniu tej wypowiedzi Zbigniew Flisowski dopisał: „Szarżujący dopadli szosy, przeskoczyli ją i zaczepili się o parowy przed wsią […]”
Trzecia opowieść ppor. Zbigniewa Staraka przytoczona została w książce „Hej, hej ułani…” autorstwa E. Kospatha-Pawłowskiego, S. Pataja oraz M. Szczurowskiego:
„Sama zaś szarża przedstawiała się malowniczo. Ostrym galopem doszliśmy do toru kolejowego, wyminęliśmy gniazda rannych i przeskoczyliśmy przezeń. Rów między torem a szosą pokonaliśmy w pełnym galopie, wykorzystując jako osłonę czarny dym z płonącego czołgu. Wymijaliśmy zdziwionych żołnierzy 2 dywizji piechoty i prawie bez strat zaatakowaliśmy okopy przeciwnika, z których pryskali jak myszy spod miotły wystraszeni żołnierze niemieccy, porzucając broń. Cięliśmy i dalej. Tuż przed Borujskiem dopadliśmy jaru, który przylegał prawie do samej wsi. Spieszyliśmy się i ruszyliśmy do ataku w kierunku kościoła.”

szarza1Obraz „Ostatnia szarża kawalerii polskiej”, Michał Bylina, 1981 r., ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

szarza2Obraz „Szarża 1 Brygady Kawalerii LWP pod Borujskiem 1 marca 1945r.”, Zdzisław Walczak, olej, płótno, 130×170 cm, 1987 r. Za http://www.arte.fm/borujsko/10746/preview/ , admin@arte.fm

Słowo „Rów” jest wynikiem pomyłki, musiało chodzić pewnie o przestrzeń „między torem a szosą”. Niestety, takie literówki żyją niekiedy swoim własnym życiem. Powyższy fragment przeczytało najwyraźniej kilku autorów popularnych publikacji, którzy pochopnie uwierzyli w istnienie rowu lub jaru, którym ułani dotarli w rejon walk. Takiego dogodnego jaru, niestety, nie było.
Zestawienie tych trzech nieco odmiennych lecz spójnych relacji pozwala odtworzyć prawidłową kolejność wydarzeń, którą podaję poniżej. Nawet niewielka, niefrasobliwa zamiana tej kolejności prowadzi do wypaczenia obrazu bitwy. Wspominam o tym nie bez przyczyny, gdyż kolejność ta bywa bezrefleksyjnie przestawiana, co uniemożliwia zrozumienie roli konnej szarży w borujskiej bitwie. Oto prawidłowa kolejność wynikająca min. z relacji dowódcy szarży:
1) przekroczenie toru kolejowego;
2) przecwałowanie większości pola na zachód od toru pod osłoną walczących w przodzie piechoty, czołgów i dział pancernych oraz dymów spalonych czołgów;
3) wyprzedzenie piechoty, która wcześniej zaległa pod ogniem nieprzyjaciela;
4) wyprzedzenie czołgów, które zwolniły obawiając się pancerfaustów;
5) rozgromienie grenadierów ukrytych w szachownicy wnęk;
6) przeskoczenie szosy;
7) atak na okopy za szosą i ucieczka Niemców;
8) przecwałowanie wąskiego odcinka pola między okopami a jarami;
9) spieszenie szwadronów w jarach;
10) kontynuacja ataku w szyku pieszym i krwawe walki o zabudowania w Borujsku.

Walczący we wsi Niemcy długo jeszcze nie dawali za wygraną. Trwał zacięty bój o każdy dom, ale zdobycie miejscowości było już tylko kwestią czasu, zwłaszcza że do wsi wpadli piechurzy z wykrwawionego 5 pułku i świeże bataliony 4 pułku piechoty, a polskie czołgi objechały jary od południa i wjechały do wsi. Nie pomógł niemiecki kontratak wyprowadzony około 17.00. Borujsko zostało zdobyte! Zbigniew Flisowski napisał, że jeden z wziętych do niewoli weteranów ze 163 Dywizji Piechoty powiedział, że tak świetnego natarcia nie widział w ciągu całej wojny. Myślę, że wiedział, o czym mówił.
Dzięki zwycięstwu pod Borujskiem Polacy przebili pozycję niemiecką opartą o jeziora Buszno i Dramienko. Możliwy stał się atak na zachód od tych jezior, np. z Borujska w kierunku Żabinka (patrz na uproszczony schemat sytuacyjny poniżej).

1marca_borujskoUproszczony schemat sytuacji po zwycięskiej bitwie po Borujskiem. Polacy przebili pozycję opartą o jeziora Buszno i Dramienko. Możliwy stał się atak na zachód od tych jezior, np. z Borujska w kierunku Żabinka. Sporządził J. Leszczełowski.

Zbigniew Starak był przedwojennym oficerem 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich, który walczył w Kampanii Wrześniowej. Może nie wszyscy wiedzą, że pułkownik Zbigniew Starak pozował do rzeźby ułana na Pomniku Tysiąclecia Jazdy Polskiej, który został odsłonięty 3 maja 1994 r. w Warszawie.
Uwagę zwracają niskie straty po stronie naszej kawalerii. Mówi się o 7 lub 15 zabitych ułanach. Te różne liczby wcale nie muszą być sprzeczne, gdyż autorzy opracowań mogą mieć na myśli straty w samej szarży lub łączne straty szwadronów: w szarży i w walce pieszej. Szarża była więc spektakularnym sukcesem.
Oczywiście nie może być mowy o znalezieniu nowego sposobu na prowadzenie walki. Zaskoczenie niekonwencjonalnym użyciem kawalerii i duża doza szczęścia tym razem zrobiły swoje, ale powtórzenie takiej formy działań mogło zakończyć się w przyszłości krwawą jatką. Dlatego też była to już ostania szarża w dziejach polskiej wojskowości.
Dziś Borujsko, nie wiedzieć czemu, nosi nazwę Żeńsko. Dokonana w 1947 roku zmiana nazwy dość skutecznie utrudnia turystom odnalezienie miejsca, gdzie odbyła się „Ostatnia szarża ostatnich ułanów Rzeczpospolitej, 1 Samodzielnej Warszawskiej Brygady Kawalerii.”, jak to napisano na pomniczku przy szosie.
Warto zwrócić uwagę, że pomniczek w Borujsku nie jest tym, który ustawiono w tym miejscu w 1965 r. Ten pierwszy obelisk wymagał pewnie renowacji, co też uczyniono. Jednak nie wiedzieć czemu, na nowej tablicy umieszczono znacznie krótszy i dość lakoniczny napis. We wspomnianej książce „Hej, hej ułani…” znajdziemy dawną treść napisu:
„Ułanom 1 Warszawskiej Brygady Kawalerii Pierwszej Armii Wojska Polskiego
W dniu 1 marca 1945 r. 1 Warszawska Brygada Kawalerii współdziałając z czołgistami 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, ostatnią brawurową szarżą w dziejach polskiej kawalerii przełamała tu opór wroga i zdobyła Borujsko.
Polegli w tej szarży: plutonowy Roman Jakubowski, Kapral Władysław Stefaniszyn, st. ułan Jan Dzieniak, ułan Gabriel Kalko, ułan Cezary Kandak, ułan Bolesław Sanpel
Cześć ich pamięci!
Społeczeństwo Ziemi Koszalińskiej
Październik 1965”
Skrócenie tego napisu z pominięciem nazwisk poległych ułanów było, moim zdaniem, bardzo nietrafionym pomysłem.

DSC_2462Pomnik poświęcony ostatniej szarży ostatnich ułanów Rzeczypospolitej. Fot. J. Leszczełowski.

Na zakończenie dodam, że można spotkać się z poglądami, że polscy ułani szarżowali jeszcze w kwietniu 1945 r. na terenie Niemiec. Przez niektórych forsowana jest też informacja o szarży w Bieszczadach w 1947 r. podczas walk z UPA. Podchodzę to tych stwierdzeń z dużą rezerwą, gdyż walka ułanów, wcale nie oznacza szarży konnej. Żołnierze ci zdecydowanie częściej walczyli pieszo. Z pewnością też walki kawalerzystów w kwietniu 1945 r., a już na pewno w Bieszczadach, nie miały takiego rozmachu i znaczenia jak szarża pod Borujskiem. Moim zdaniem, możemy być zupełnie spokojni: ostatnia szarża polskiej kawalerii miała miejsce w naszym regionie, co zostało uznane choćby na Pomniku Jazdy Polskiej, gdzie nie tylko upamiętniono sylwetkę dowódcy borujskiej szarży – Zbigniewa Staraka, ale wśród 43 tablic z nazwami bitew umieszczono ostatnią, która nosi napis: „BORUJSKO 1945”.

[i] A. Jasiński, Przełamanie Wału Pomorskiego, Warszawa 1958, s. 328.

[ii] Z. Flisowski. Pod Mirosławcem Borujskiem Złocieńcem, Warszawa 1974, s. 76

[iii] A. Jasiński, Przełamanie Wału Pomorskiego, Warszawa 1958, s. 313.

[iV] E. Kospath-Pawłowski, S. Pataj, M. Szczurowski, Hej, hej, ułani…, Warszawa 1997, s. 163

[V] Z. Starak, Wspomnienia bez tytułu – maszynopis, Archiwum Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu, nr inw. MOPK-RR-20.

facebooktwittergoogle_pluslinkedinfacebooktwittergoogle_pluslinkedin

Dodaj komentarz