panie frydlanckie

Szwagierki Diabła Frydlanckiego

JAROSŁAW LESZCZEŁOWSKI

(fragment powstającej książki o dziejach Mirosławca – wersja robocza – przepraszam za liczne literówki)

W poprzednim rozdziale mogliśmy przekonać się jak bardzo skomplikowane były stosunki własnościowe w posiadłościach mirosławieckich jeszcze za życia Jerzego von Wedla (Frydlanckiego). Już wtedy dochodziło do sporów majątkowych lecz nie były to wydarzenia, które wstrząsałyby całą okolicą. Jerzy von Wedel uchodził za niekwestionowanego dziedzica miasta, zamku i znacznej części mirosławieckich posiadłości ziemskich. Sytuacja uległa radykalnej zmianie po jego śmierci, gdyż nie miał on męskich potomków, za to aż osiem córek, które wychodziły za mąż za przedstawicieli miejscowych rodów szlacheckich. Zapiski w archiwach wyraźnie wskazują, że 1577 r., kiedy po raz pierwszy odnotowano Jerzego Frydlanckiego jako zmarłego, jego posiadłości przypadły córce Elżbiecie von Wedel (Frydlanckiej) i jej ambitnemu małżonkowi Henrykowi von Blankeburg. Taka była zapewnie decyzja Jerzego, jednak pozostałe córki Wedla z Mirosławca nie zamierzały łatwo zrezygnować z przysługujących im części ojcowizny. W wałeckich księgach grodzkich łatwo odnaleźć imiona wszystkich córek, które również były spadkobierczyniami Jerzego: Dorota – żona Stanisława Tuczyńskiego, Katarzyna – żona Heninga von Borcke, Urszula – wdowa po „zmarłym Hercenbergu”(Ernest von Borcke), Barbara żona Krzystofa Pudwelsa oraz Anna, Elżbieta Młodsza (dla odróżnienia od starszej siostry żony Henryka) i Ewa. Wszystkie te niewiasty zostały w księgach nazwane „dziedziczkami w Friedlandzie” i „córkami zmarłego Jerzego Fridlanskiego” .

Osiem córek dysponowało więc prawami do spadku po zmarłym właścicielu Mirosławca. Za ich plecami stali ich małżonkowie, będący przedstawicielami znaczących rodów szlacheckich. Panowie ci mieli niewątpliwie chrapkę na schedę po zmarłym Jerzym i ze swych praw nie mieli zamiaru łatwo rezygnować. Awantura była więc nie do uniknięcia. Jednak fakt, że ten majątkowy spór przybrał rozmiary małej wojny, należy chyba tłumaczyć cechami charakteru Henryka von Blankenburga, który był osobą wyjątkowo agresywną, arogancką i pozbawioną skrupułów. Dochował się nawet przydomka „Diabła Frydlanckiego” i nie zamierzał polubownie załatwiać sporów majątkowych.
Niemal wszyscy badacze dziejów regionu wyliczają długą listę występków Diabła Frydlanckiego, które doskonale obrazują mroczną duszę Henryka von Blankenburga. Miał on być prawdziwym utrapieniem dla wałeckich starostów i sędziów grodzkich. Siał grozę wśród swych poddanych: chłopów i mieszczan. Dla zyskania dodatkowych przychodów nie cofał się przed użyciem siły. Chłopom z Nadarzyc odebrał ziemię uprawną, którą ci pozyskali wytrwale karczując las. W 1580 r. bezprawnie nakładał cła za przejście przez jego ziemie na chłopów z Witankowa, którzy transportowali zboże do Kołobrzegu. Podczas pobytu w Poznaniu postanowił zastraszyć miejscowych mieszczan, paradując po starym rynku z oddziałem 22 pachołków uzbrojonych w muszkiety. Nie obawiał się nawet królewskiego gniewu, czemu dał wyraz zakładając prywatny folwark na królewskiej ziemi. Powszechne potępienie wzbudził mord dokonany z jego rozkazu. Diabeł Frydlancki rozkazał mianowicie publicznie spalić na stosie niewinną kobietę .
Henryk von Blankenburg czuł się bezpiecznie za murami mirosławieckiego zamku, więc nie niepokoił go fakt, że wśród swych sąsiadów miał coraz więcej wrogów. Jednak już dwa lata po objęciu mirosławieckiej posiadłości, w 1579 r., po raz pierwszy powinęła mu się noga. Heinrich w towarzystwie kilku sług udał się na połów ryb, żeby dostarczyć je na biesiadę weselną swej młodszej siostry. Takiej okazji nie przepuścił skłócony z Blankenburgiem Ruediger von Wedel z Drawna, który zebrał silny oddział konny i zaskoczył Heinricha podczas połowu. Diabeł Frydlancki został pochwycony i uwięziony w drawieńskim zamku . Teraz Heinrich nabrał rozsądku na tyle, żeby przed sądem w Kostrzyniu zawrzeć ugodę z Ruedigerem, który pewnie miał udziały w Mirosławcu. Po zaspokojeniu roszczeń Wedla z Drawna von Blankenburg został uwolniony.
W latach osiemdziesiątych XVI wieku Heinrich von Blankenburg toczył gorący spór ze swą szwagierką, córką Jerzego von Wedla, Barbarą. Wedlówna poślubiła Krzysztofa z Pudwelsa (von Pudewilsa), który posiadał wraz z bratem połowę wsi Hanki. Pudwelsowie żyjący na ziemi mirosławieckiej stanowili odgałęzienie pomorskiego rodu, który wzmiankowany był po raz pierwszy w 1347 r.
Głównym przedmiotem sporu była rzekoma zależność lenna Pudwelsów z Hanek od Jerzego von Wedla i w konsekwencji od jego spadkobiercy Henryka von Blankenburga. Według tego drugiego Pudwelsowie byli tzw. manami mirosławieckich Wedlów i winni im byli określone lenne świadczenia. Henryk zamierzał wyegzekwować swe prawa w tym zakresie. Tymczasem Pudwelsowie twierdzili iż są dziedzicznymi posiadaczami części wsi Hanki i z tego tytułu nikomu żadnych świadczeń nie są winni. Wersję Pudwelsów zdaje się potwierdzać fakt, iż córka Jerzego von Wedla poślubiła Krzysztofa Pudwelsa, co wskazywałoby raczej na wysoki status dziedziców z Hanek. W zapiskach archiwalnych nie znajdziemy natomiast śladów pretensji Barbary Pudwels z domu von Wedel do Henryka von Blankenburga dotyczących spadku po jej ojcu Jerzym. Widocznie Barbara wychodząc za mąż za Krzysztofa Pudwelsa otrzymała stosowny posag. Z Diabłem Frydlanckim ostry spór toczyli jej synowie, których Barbara oczywiście wspierała. W latach osiemdziesiątych XVI w., kiedy rozgorzał ten konflikt, mąż Barbary – Krzysztof już nie żył.
W 1586 r. syn Barbary Wolfgang Pudwels przed sądem grodzkim w Wałczu wezwał Henryka von Blankenburga do okazania wołów, które Henryk zagarnął w Hankach jednemu z chłopów poddanych Wolfganga. Przed obliczem tego sądu Wolfgang zaprezentował konia, którego w rewanżu zabrał w Hankach chłopu, który był poddanym Blankenburga .
Niedługo po tym incydencie Henryk von Blankenburg postanowił udowodnić, iż Pudwelsowie z Hanek są w istocie jego lennikami i winni mu są określone świadczenia jako seniorowi. Innymi słowy Pudwelsowie byliby tzw. manami mirosławieckich Wedlów i ich spadkobiercy Henryka. Status mana i jego zależność od szlachcica wyższej rangi czyli seniora był reliktem przeniesionym z Niemiec i nie występował w innych regionach Rzeczpospolitej, gdzie szlachta miała formalnie równe prawa. W powiecie wałeckim występowała natomiast do XVII stulecia zależność feudalna między drobnym rycerstwem niemieckim (manowie) a bogatszą szlachtą (seniorzy). Senior nadawał ziemię manowi, który jako wasal był zobowiązany z tego tytułu do określonych świadczeń, m. in. do zbrojnej służby konnej oraz do opłat z tytułu uprawianej ziemi. Ponadto suweren miał prawo do sprawowania sądu, w celu rozpatrywania spraw swych wasali. Były to tzw. sądy mańskie.

Pudwelsi herby

Herby Pudwelsów/Pudewilsów według herbarzy Kaspra Niesieckiego, Johanna Siebmachera oraz Pomorskiej Księgi Herbowej

Henryk von Blankenburg chciał więc udowodnić, że Pudwelsowie są jego wasalami, a będąca w ich posiadaniu połowa Hanek jest w istocie jego własnością jako suwerena. W tym celu przywiódł przed wałecki sąd grodzki dwóch świadków Jerzego i Wawrzyńca Thornów (lub Turnów), którzy byli manami we wsiach Chwiram i Strączno. Jerzy Turno zeznał, iż służąc jako man dwadzieścia lat zmarłemu Jerzemu Wedelskiemu (von Wedel lub Frydlancki) „widział, iż Krysztof Pudwels, mieszkając w Henkiendorfie (Hanki) słał zawsze jednego konia ku potrzebie panu Wedelskiemu i Wedelski sądził go (Krzysztofa Pudwelsa), gdy ten jaką sprawę z kim miał”. Podsumowując swe zenanie Jerzy dodał, „że ten to pan Krzysztof Pudwels man jego (Jerzego von Wedla) beł.” . Jerzy Turno wskazywał więc, że zięć Jerzego von Wedla, Krzysztof Pudwels, był manem swego teścia i służył mu konno w razie potrzeby wojennej oraz podlegał sądowi mańskiemu sprawowanego przez właściciela Mirosławca. Wawrzyniec Turno zeznał natomiast, że „pewnego roku na świętego Mateusza” kiedy Jerzy von Wedel miał potrzebę wyjazdu do Poznania Krzysztof Pudwels służył mu jednym koniem. Ponadto Wawrzyniec miał być świadkiem rozmowy Krzysztofa z pewnymi pomorskimi szlachcicami. Krzysztof zapytany od kogo Pudwelsowie otrzymali majętność na ziemi mirosławieckiej odrzekł, że „nie od kogo inszego jeno od pana Jerzego Wedelskiego” .
Przed sąd wałecki stawili się następnie bracia Wolfgang i Fryderyk Pudwelsowie, którzy stanowczo oświadczyli, że są wolni od wszelkiej zależności lennej i swe dobra w Hankach i Orle otrzymali drogą dzidziczenia . Pudwelsowie podjęli też działania żeby podważyć niekorzystne zeznania Turnów. Zwrócili się mianowicie do obecnego suwerena manów Jerzego i Wawrzyńca Turnów – Stefana Grodzieńskiego (lub Grudzińskiego) z Nakła. Pod naciskiem swego suwerena Turnowie zmienili swe zeznania, twierdząc:

„że nie wiemy, by panowie Pudwelsowie manowie beli nieboszczyka pana Jerzego Fredlandzkiego albo Wedelskiego jedno o tem wiemy, że matka ich będąc wdową a nieboszczyk pan Wedelski opiekunem będąc panów Pudwelsów, dała beła dwakroć konia na okazowanie do Poznania kiedy król Jego Mość Henryk wjeżdżał. Co się dotyczy sądzenia ich przed panem Wedelskim z poddanemi panów Pudwelsów tedy to, że jako opiekun sprawiedliwość czynił z niemi”

Innymi słowy Turnowie stwierdzili, że o zależności lennej niczego nie wiedzą. Natomiast utrzymywali, że Jerzy von Wedel był jakoby opiekunem Pudwelsów, co brzmi wiarygodnie, gdyż Wolfgang i Fryderyk byli przecież wnukami Jerzego Frydlanckiego. Po śmierci Krzysztofa Pudwelsa, Jerzy sprawować mógł opiekę na owdowiałą Barbarą oraz jej pozbawionymi ojca synami.
Niezadowolony z takiego obrotu spraw Henryk von Blankenburg poszukał innych świadków. Tym razem byli to mirosławieccy mieszczanie Joachim i Franciszek Hassowie, którzy byli poddanymi Henryka i znajdowali się pod jego bezpośrednim wpływem. Nie było więc zagrożenia odwołania zeznań.
W 1588 r. Joachim Hasso zeznał iż:

„nieboszczyk pan Michał Pudwels stryj panów Pudwelsów, także Krzysztof Pudwels ociec tychże panów, czynili posługę koniem Jakubowi Wedelskiemu i Jerzemu, jednak nie wiem jeśli z powinności, jeśli za pieniądze.”

Zeznający nie rozstrzygał więc, czy chodziło o zależność lenną, czy też Jerzy i jego ojciec Jakub von Wedel płacili Michałowi i Krzysztofowi Pudwelsom za usługi. Z takiego niejednoznacznego zeznania swego poddanego Henryk von Blankenburg nie mógł być raczej zadowolony. Dużo korzystniejsze dla Henryka było zeznanie Franciszka Hasso, gdyż wskazywało jednoznacznie, że Pudwelsowie byli manami Wedla, który miał nie tylko odbierać lenne świadczenia, ale sądził wszelkie sprawy swych manów z rodziny Pudwelsów:

„Pan Krzysztof Pudwels ociec teraźniejszych służeł zawsze koniem albo pachołka swego posłał szlachetnemu panu Jerzemu Wedelskiemu. I kiedy sprawiedliwości potrzebował, tedy nigdzie jeno u pana Wedelskiegogo, także gdy z nich sprawiedliwości żądano ze Złotowa o porąbaniu sosien, tedy sprawiali się przed panem Wedelskim” .

Pomimo starań, Henryk nie zdołał zmusić Pudwelsów drogą sądową do poddaństwa. Zeźlony wtargnął do wsi Hanki i zrabował Wolfgangowi Pudwelsowi 500 owiec. W 1589 r. za ten niecny czyn Frydlanckiego Diabła matka Wolfganga i szwagierka Henryka – Barbara Pudwels z domu von Wedel .
Ostatecznie spór został rozstrzygnięty na rzecz Pudwelsów a właścicielem połowy Hanek został Wolfgang Pudwels, który wykupił udziały swych braci Ernesta i Fryderyka za 6000 talarów . Trzeba przyznać, że spór z Pudwelsami przebiegał raczej spokojnie w porównaniu do wcześniejszych i późniejszych wydarzeń.

panie frydlanckie

Córki Jerzego von Wedla i jego spadkobierczynie wraz ze swymi małżonkami. Opr. J. Leszczełowski

17 lutego 1589 r. zmarła żona Henryka i córka Jerzego Frydlanckiego, Elżbieta von Blankenburg z domu von Wedel. Przed śmiercią ukończyła 40 lat. Jej doczesne szczątki spoczęły w krypcie mirosławieckiego kościoła. Śmierć Elzbiety otwierał nowy i krwawy rozdział konfliktu o mirosławiecki posiadłości. Za życia swej żony Diabeł Frydlancki nie mógł walczyć z jej siostrami i swoimi szwagierkami z całą bezwzględnością, zaś po śmierci Elżbiety wszystkie tamy runęły. Doszło nawet do tego, że Henryk von Blankenburg w sposób nierycerski spoliczkował swe szwagierki. Czara goryczy się przelała. Małżonkowie córek i spadkobierczyń Jerzego von Wedla postanowili siłą upomnieć się o swe prawa do spadku. Kryjąc się za murami swego zamku, Henryk początkowo drwił sobie z oburzenia swych oponentów, ale tym razem nie docenił ich determinacji.

Córki Jerzego próbowały najpierw szukać sprawiedliwości w sądzie. W 1593 r. pojawił się następujący pozew:

„Szlachetna Katarzyna Frydlanczka, wdowa po zmarłym Heningu Borku, w imieniu Barbary, żony Joachima Junterberka Kaliskiego (Joachim v. Guntersberg – przypis autora), i panny Elżbiety, sióstr swych rodzonych Frydlanckich, spadkobierczyń zmarłego Jerzego de Wedel Frydlanckiego przeciw Henrykowi Blankembergkowi o bezprawne zagarnięte ojcowizny…”.

Trudno było jednak dojść sprawiedliwości w sądzie, dlatego w 1594 r. szwagrowie Henryka, którzy czuli się poszkodowani brakiem należnych im wypłat tytułem spadku po Jerzym Frydlanckim, zjednoczyli swe siły. Wsparci przez swe rody sformowali pokaźny oddział, na którego czele stanął doświadczony żołnierz i właściciel Bronikowa (niem. Brunk) Krzysztof von Anklam zwany w Polsce Bronikowskim. Oddział został wystawiony i wyposażony za pieniądze licznych i zamożnych rodzin skoligaconych z córkami zmarłego Jerzego Frydlanckiego. Mając na uwadze konieczność szturmowania mirosławieckiego zamku pozyskano nawet artylerię. W tej iście wojennej wyprawie wzięli udział Guntersbergowie z Kalisza Pomorskiego, Borkowie z Łobza, Golczowie z Broczyna i Rzepowa oraz Śmiełowscy. Udział Borków wynikał z faktu, że dwie córki Jerzego von Wedla – Katarzyna i Urszula były wdowami po zmarłych Henningu i Erneście von Borcke. Ta druga zdążyła wyjść zresztą ponownie za mąż, a jej wybrankiem był sekretarz Zygmunta III Wazy – Piotr Śmiełowski – co tłumaczy udział w ataku na Mirosławiec Śmiełowskich. Dodajmy też, że w 1595 r. wspomniana powyżej wdowa po Erneście, Katarzyna poślubiła kolejnego Borka o imieniu Bernarda. Związki sióstr Frydlanckich z magnacką rodziną von Borcke były więc bardzo silne. Joachim von Guentersberg był z kolei małżonkiem Barbary Frydlanckiej, którą poznaliśmy już omawiając spór o Hanki. Wydaje się, że to właśnie Joachim był głównym motorem wyprawy. To on zachęcił do udziału w wyprawie swego zięcia Sebalda Golcza z Broczyna, którego wsparł z kolei brat Jan Golcz z Rzepowa.

Dobrze przygotowana wyprawa, prowadzona przez doświadczonego dowódcę zaskoczyła Diabła Frydlanckiego, który próbował bronić się w zamku, lecz kiedy działa poczęły kruszyć mury mirosławieckiej twierdzy Henryk salwował się ucieczką ma Pomorze[6].

Zwycięzcy zajęli zamek, miasto i wsie należące do Blankenburga. Celem wyprawy było nie tylko wypędzenie Henryka, lecz przede wszystkim zmuszenie go do wypłacenia należnych udziałów w spadku po Jerzym Frydlanckim. Skoro Henryk uciekł zdobywcy Mirosławca postanowili odebrać swe należność, rabując mirosławiecką posiadłość. Nie chodziło jedynie o spadek, lecz o zwrot kosztów zorganizowania wyprawy, a ponadto takie przedsięwzięcie powinno przynieść zyski jego uczestnikom. Innymi słowy rabowano wszystko co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Wartość przejętych zapasów sięgała 15 000 florenów. Zrabowane kosztowności i stroje warte były odpowiednio 20 000 i 4 000 florenów. Przejęto również dokumentu potwierdzające wszelkiego rodzaju przywileje gospodarcze, których wartość szacowano, pewnie z przesadą, na 200 000 florenów. Wojacy zabrali również wszystkie stada bydła. Organizatorzy mirosławieckiej rejzy musieli być więc ukontentowani, gdyż inwestycja w uzbrojenie oddziału zwróciła się z nawiązką.

020_schweres_geschuetz_um_die_wende_des_16_jahrhunderts

Szesnastowieczna artyleria

Listę inspiratorów i uczestników wyprawy wojennej na Mirosławiec znamy między innymi z zapisów archiwalnych w wałeckich księgach grodzkich, gdyż po swej klęsce Henryk von Blankenburg pozwał przed wałecki sąd organizatorów napaści: „Krzysztofa Anklam Bronkowskiego, Dorotę Frydlandzką wdowę po zmarłym Stanisławie Tuczyńskim, Joachima Gunterbergka i Barbara Frydlancką małżonkę jego, Jana i Sebalda Golcze, Katarzynę wdowę po zmarłym Heningu Borku, Urszulę wdowę po zmarłym Erneście Borku, obecnie żonę Piotra Śmiełowskiego, Elżbietę pannę”.

Po ucieczce Diabła Frydlanckiego zamek i miasto przejął mąż Barbary Frydlanckiej Joachim von Guentersberg z Kalisza Pomorskiego. Joachim był też współwłaścicielem wsi Giżyno i Łowicz Wałecki, które przekazał swej córce Elzbiecie von Guentersberg, gdy ta poślubiała Sebalda Golcza (von der Goltza) z Broczyna. Joachimowi udało się też namówić swego broczyńskiego zięcia do udziału w wyprawie na Mirosławiec. Do Sebalda dołączył jego brat, Jan Golcz z Rzepowa. Po zajęciu miasta Joachim zdecydował się przekazać lub sprzedać swe prawa do Mirosławca Sebaldowi Golczowi, gdyż ten cieszył się w regionie opinią doświadczonego wojownika i zabijaki. W taki sposób na kilka lat panem Mirosławca został Sebald Golcz.    Po swym ojcu Sebald odziedziczył część posiadłości rzepowskiej oraz połowę Broczyna „Das Andere Dorf” (Brocz II), gdzie wybudował swój dwór.

O cechach charakteru Sebalda Golcz możemy dowiedzieć się nieco z zapisów w wałeckich księgach grodzkich i ziemskich. W swej zapalczywości Golcz nie dorównywał Diabłowi Frydlanckiemu, lecz do aniołków z pewnoscia nie nalezał. Sebald wdawał się w sąsiedzkie awantury, podczas których dość szybko chwytał za szablę, czekan lub samopał. W 1596 r. w bójce ze swym krewniakiem Chrystianem Golczem z Broczyna I, poturbował mocno tego ostatniego. W wałeckich księgach czytamy: „szlachetny Chrystjan Golcz, syn Jana de Brocz sędziego surrogackiego grodzkiego wałeckiego okazuje rany zadane przez Sebalda Golcza.

Jak widać, pobity przez Sebalda Chrystian udał się do sądu i jako dowód zaprezentował swe rany. O wyniku rozprawy nic nie wiadomo.

Około 1600 r. będąc jeszcze panem Mirosławca Sebald Golcz dopuścił się niewątpliwie zbrodni zabójstwa. Szlachcic z ziemi pomorskiej, Andrzej von Brezen, brat rodzony nieżyjącego Krzysztofa von Brezen złożył pozew do sądu przeciwko Golczom, za to, że Sebald Golcz na drodze do zamku Frydlandzkiego (Mirosławieckiego) zastrzelił tegoż Krzysztofa. Teraz brat zabitego żądał wypłaty pogłównego, czyli pieniężnej rekompensaty za zabójstwo.

Wróćmy do wątku sporu o Mirosławiec. Po zbrojnym zajęciu tego miasteczka przez szlachtę skoligaconą z siostrami Frydlanckimi Henryk von Blankenburg próbował szukać pomocy w wałeckim sądzie grodzkim. Złożył oczywiście pozew przeciwko uczestnikom napadu, ale nie przyniosło to żadnych efektów, gdyż jego szwagierki odpowiedziały również serią pozwów.

W 1594 r. Ewa Frydlancka, która poślubiła właściciela Kutna i podkomorzego gostynińskiego, Stanisława Kuczyńskiego machnęła ręką na swe prawa do udziałów w posiadłości mirosławieckiej, przekazując je swej siostrze Elżbiecie Młodszej. Stosowny dokument został wystawiony w Gostyninie, a oblatowany w wałeckim sądzie. Oblatowanie znaczyło przeniesienie dokumentu właściwych akt sądowych. Innymi słowy nabyte przez Elżbietę prawa zostały wpisane do wałeckich akt wieczystych. Stosowny zapis brzmiał::

Oblat z grodu Gostyniń rok 1594. Szlachetna Ewa de Wedel Frydlandzka, córka zmarłego Jerzego, obecnie żona szlachetnego Stanisława Kuczyńskiego, dziedzica w mieście Kutno, podkomorzego gostynińskiego, całe części w mieście Frydlandek i wsiach Henkendorff (Hanki), Sado (Sadowo) i Łowicz w powiecie wałeckim przypadłe jej z działu ze swymi siostrami rodzonymi, siostrze Elżbiecie, żonie Jana Kalińskiego pisarza łęczyckiego na wieczność ceduje[5]

Warto zwrócić uwagę, że Mirosławiec bardzo często określany był w XVI stuleciu jako Frydlandek.

Po klęsce zadanej mu przez szwagrów Henryk musiał nieco spokornieć, gdyż w 1599 r. doszło do ugody z dwoma szwagierkami w sprawie podziału miasta i mirosławieckiej posiadłości. Zachowany w wałeckich księgach grodzkich i ziemskich precyzyjny opis tego podziału zawiera mnóstwo informacji o ówczesnym Frydlandzie.

Miasto i zamek podzielone zostało na dwie części między Henryka v. Blankenburga a dwie siostry Frydlanckie: Barbarę v. Guntersbeg i Elżbietę Kalińską. Siostry otrzymały połowę zamku, „stary browar na przygródku”, połowę podwórza z wjazdem i z ogrodami, dwa inne ogrody, połowę ogrodów zwanych Mitthewen, chmielnik, 4 stawy (Starczedik, staw przy jeziorze Korytnica, miejsce na staw przy strumienie Chrestiankenflis) oraz staw powyżej starej cegielni), jeziora Sadowo Wielkie, Christianensis Lacus Maior, Pekfol, połowy jezior: Korytnica i Kawiec Wielki, 3 łąki: przy strudze Judenflis, przy rzece Korytnica i przy strudze Glauserei[7].

1510588_358355837668573_8458905895391460133_n

Wjazd na podwórze zamkowe w Mirosławcu na międzywojennej pocztówce

Henryk v. Blankenburg otrzymał natomiast drugą połowę zamku, stajnię na przygródku, połowę podwórza, przy czym musiał zbudować sobie nowy wjazd, błoto zwane Wpłocie, połowę ogrodów zwanych Mitthewen, chmielnik, browar, staw Sprinkdik oraz miejsce na staw powyżej starej cegielni przy strudze Chrestiankenflis, jeziora Sadowo Małe, Kawiec Mały, Rokarwycz, połowy jezior Korytnica i Kawiec Wielki, 5 łąk: Karwiczwysze, dwie przy strudze Judenflis, łąkę w lesie przy strudze Glauserei ku wsi Sadowo, starą łąkę przy granicy z wsiami Hanki i Sadowo .
Obie strony miały prawa do ulicy prowadzącej od miasta do zamku, łąki, olszyny i błota nad rzęką Korytnica (Breitenflies) aż do ogrodów Mitthewen, folusz wodny, młyn pod miastem, strugi, błota i bagna koło miasta. Patronatu nad kościołem luterańskim miały sprawowały siostry Frydlanckie wspólnie z Henrykiem von Blenkenburgiem. Sołectwo albo wójtostwo służyć będzie na przemian co roku innej stronie. Wymieniono obowiązki wójta, które polegały jeździe z wełną i miodem do Poznania lub Gorzowa, przewożeniu sieci rybackich z jednego jeziora na inne. Co ciekawe podzielone na dwie połowy miasto miało mieć dwóch burmistrzów .
W dokumecie podziału miasta wymieniono następujące następujące obiekty terenowe: strumienie Glauserei, Karwica oraz Judenflis, ostrowy (wyspy) Karwiczwerder, Engielkienwerder i Buchwerder, bagno Brandenbruch oraz bór Hege. Lasy zostały podzielone na kilka części, które podzielono między strony. Znajdujące się w lasach barcie zostały przy dotychczasowych bartnikach a strony uzgodniły podział dochodów z nich płynących .

harcerskie-21

Widok na jezioro Christianchensee (dziś j. Gniewosz)

Dokument wymienia dwie bramy miejskie: Młyńską i Łowicką (nie wspomina nic o bramie Grobelnej) oraz drogi: do Hanek, Sadowa, Płociczna i Lipia, a także nową drogę do Kłosowa.

Henryk von Blankenburg nie zgodził się na podział ziem leżących na północ od Drogi Polskiej (Polenweg, chodzi prawdopodobnie o Drogę Margrabska) między rzekami Przyłęg, Fulbek (Świerczyniec) i Dobrzyca. Henryk stwierdził, że ziemi tej nie otrzymał z posagiem swej pierwszej żony Elżbiety von Wedel lecz zakupił ją od Jerzego Frydlanckiego. To samo dotyczyło folwarku Langenhof (dziś Toporzyk)[1].

Stwierdzenia Henryka w tej ostatniej sprawie brzmią wiarygodnie. Wałecki sąd grodzki uznał te prawa trzy lata wcześniej w 1596 r. Wtedy to Henryk von Blankenburg poślubił Elżbietę von Dewitz z Dobrej. Panna młody wniosła w posagu pewne sumy pieniędzy, które zostały zabezpieczone przez małżonka poprzez przekazanie Elżbiecie folwarku Toporzyk i wsi Laski Wałeckie. Sąd w Wałczu potwierdził te nadania[2].

Najważniejszym przedmiotem podziału byli mirosławiccy mieszczanie wraz z działkami ziemi, którą uprawiali. Ugoda wymienia głowy mieszczańskich rodzin z imienia i nazwiska. W części należącej do Barbary i Elzbiety Frydlanckich żyło 35 mieszczan, którzy uprawiali 21 włók ziemi. Poszczególne działki miały wielkość 0,5 lub jednej włóki. Właściciele 7 włók ziemi zmarli dokument wymienie więc ich dzieci jako spadkobierców. Ponadto w przyznanej siostrom części Frydlandka pracowało: 5 tkaczy, 4 sukienników, 2 szewców, bednarz, murarz, kuśnierz, piekarz, 2 robotników najemnych i pachołek. Poddanymi Henryka von Blankenburga miało być 33 mieszczan 33 mieszczan na 21 włókach ziemi. Dla 6 włók wskazano dzieci jako ich spadkobierców. Wśród rzemieślników wymieniono 4 szewców, 3 tkaczy, sukiennika, krawca, kuśnierza, tokarza, kołodzieja, ślusarza, zduna, rzeźnika, 2 chłopów i karczmarza[3].

Powyższy podział Mirosławca został uzgodniony przez strony, a dokument ugody złożony (oblatowany) w wałeckim sądzie grodzkim. Jednak trudno powiedzieć, czy uzgodnienia te weszły w życie, gdyż, jak wiemy, w 1599 r. władzę w miescie dzierżył zięć Barbary von Guentersberg z domu Frydlanckiej – Sebald Golcz, natomiast Henryk von Blankenburg wcale nie zrezygnował z planu przejęcia miasta siłą, o czym opowiem w następnym rozdziale.

 

facebooktwittergoogle_pluslinkedinfacebooktwittergoogle_pluslinkedin

Dodaj komentarz