00 ml Die_Gartenlaube_(1887)_b_776

Raubritter z Mirosławca

Jarosław Leszczełowski

Kolejny epizod ze średniowiecznych dziejów Mirosławca rozgrywa się w czasach wojen polsko-krzyżackich. W tym okresie do państwa krzyżackiego należała Nowa Marchia z Drawskiem, Kaliszem Pom. i Złocieńcem, a leżący w ziemi wałeckiej Mirosławiec przechodził z rąk do rąk. Na granicy z Nową Marchią trwa ciągle mała wojna.  

Permamentne utarczki graniczne krzyżackiej Nowej Marchii z Wielkopolską prowadziły do upadku obyczajów. Rycerstwo zgodnie z wolą władzy państwowej dokonywało napaści na wsie i miasteczka sąsiedniego kraju, ulegając stopniowej demoralizacji. Wielu uczestników łupieżczych wypraw przyzwyczaiło się do łatwego zarobku przez grabież i zdobywanie łupów. Kiedy zamierały działania wojenne, a krzyżacka władza nad Nową Marchią stawała się coraz bardziej symboliczna, wielu rycerzy decydowało się na wybór zbójnickiej drogi. Korespondencja krzyżackiego wójta z wielkim mistrzem wskazuje, że ten pierwszy był raczej biernym świadkiem wydarzeń niż przedstawicielem władzy. Z reguły kiedy słabnie władza państwowa rządzi prawo silniejszego a herbowi zbójcy stają się bezkarni. Ponadto rody szlacheckie mające między sobą rachunki do wyrównania, wszczynały liczne prywatne wojny.

hinterhalt_raubritter_d_buch_beruehmter_kaufleute_1804

Rycerze-rabusie blokują drogę, rycina z 1804 r.

Okazuje się, że Wedlowie byli w tym okresie bardzo aktywni, co nie przynosi im zresztą chluby. Najaktywniejszym Wedlem z Mirosławca był Henning, który wspominany jest w wielu dokumentach źródłowych. Tenże mąż miał też, według Johannesa Voigta, w 1409 roku przejąć zamek w Tucznie jako stronnik zakonu. Jednak ta informacja wydaje się mało wiarygodna, gdyż wszystko wskazuje na to, że w tym czasie von Wedel z Mirosławca był mocno skonfliktowany ze stronnikami Zakonu Krzyżackiego, a był raczej stronnikiem swoich prywatnych interesów. Warto zauważyć, że współwłaściciel miasta Zulis von Wedel odnotowany był po raz ostatni w 1401 r. jako świadek sprzedaży młyna w Drawsku Pomorskim. Może to oznaczać, że Hennig rządził w Mirosławcu samodzielnie i miał tam swą siedzibę, gdyż zawsze określany był w dokumentach źródłowych jako Henning von Wedel z Mirosławca. Dopiero w latach trzydziestych u jego boku pojawiać się będzie Jakub von Wedel, który należał z pewnością do młodszego pokolenia tego rodu. Pamiętajmy też, że stosunki własnościowe w ówczesnym czasie były bardzo skomplikowane. To że Henning miał swą siedzibę w mieście (prawdopodobnie w zamku) nie oznacza, że Mirosławiec w całości należał do niego. Możemy przyjąć za pewnik, że udziały w tym mieście mieli też inni liczni krewniacy.

00 raub

Raubritterzy atakują kupców na drodze. Ilustracja autorstwa A. Franza z rocznika Berlińskiego Towarzystwa Języka Niemieckiego i Nauki o Starożytności Germania

Bardzo wiele o charakterze i działalności Henninga von Wedla dowiadujemy się z korespondencji wójta Nowej Marchii, Sandera Machwitza, kierowanej do wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego Michaela Küchenmeistera von Sternberg.
Z listu napisanego 30 grudnia wynika, że lista wyczynów Henninga z Mirosławca (oryg. Fredelande) była bardzo długa: napadł i uwięził wiernych poddanych nowomarchijskiego wójta Ottona i Ditloffa Falwenów, napadł na Janekena von Stieglitza, kiedy ten konno lasem wracał do domu ze Stargardu. Podczas napaści na Simona von Guentersberga, zabił jednego z knechtów, a samego Simona uwięził w Mirosławcu. Ponadto Henning wspólnie ze swymi krewniakami z Tuczna i Wałcza zabił jednego z choszczeńskich mieszczan, a innego porwał. Ta sama banda zbójnicka prowadzona przez Henninga zrabowała 5 koni koło Dobiegniewa oraz porwała dwóch mieszczan, których uwięziono w Tucznie. Do listy występków należy doliczyć zrabowanie jeszcze czternastu koni i uwięzienie kolejnych dwóch ludzi. Wójt nowomarchijski napisał również, że rody von Guentersbergów i von Stieglitzów chcąc pomścić swe straty, zebrali swych przyjaciół i oddział knechtów oraz najechali wsie koło należącego do Wedlów Krępcewa. Machwitz nie otrzymał jeszcze żadnej skargi dotyczącej tej ostatniej rejzy .
Okazuje się, że Henning von Wedel z Mirosławca był typowym raubritterem, czyli rycerzem rabusiem, który nie cofał się przed napaścią, porwaniem i zabójstwem. Nie był oczywiście żadnym wyjątkiem, postępował wzrost samowoli rodów rycerskich, których liczni przedstawiciele brali się za zbójeckie rzemiosło, próbując w ten sposób podreperować swoje niszczone licznymi najazdami posiadłości. Napaści na kupców podróżujących Drogą Marchijską stały się bardzo częste. Zbójeckim rzemiosłem parali się między innymi Puttkamerowie, Viersebandowie, Hornowie, Goltzowie, Manteufflowie, Zartowie, Borkowie, Manfrasowie, Ostenowie, Kleistenowie, Bersenowie, Podewilsowie i wielu innych. Powszechnego potępienia takiego zachowania widać nie było, a zbójcy przybierali pozy ludzi szukających przygody i nazywali siebie „reuterami”. Ukształtowała się grupa członków rodzin szlacheckich, której większość przychodów pochodziła z rozboju. Przybierali oni niekiedy przydomki, które miały służyć zwiększaniu ich sławy wolnych i „romantycznych” zbójców, żyjących przygodą. Okoliczna ludność miała pewnie powtarzać te imiona z trwogą połączoną z podziwem. I tak jeden z Podewillsów nazywany był „Księdzem Johanem”, dwóch innych członków tego rodu nosiło przydomki „Książe Lolle” i „Książe Barnim”. Bandy „reuterów” tworzone były niemal przez wszystkie rody pomorskie. Rabusie łączyli swe oddziały, które liczyły niekiedy nawet kilkuset ludzi. Do bandytów dołączali również chłopi. W istocie byli to okrutni ludzie, chciwi i żądni przemocy, działający z niskich pobudek.

00 ml Die_Gartenlaube_(1887)_b_776

Fragment obrazu K. Weiganda z 1884 r. Źródło: czasopismo „Die Gartenlaube” s. 776

Kolejny list nowomarchijskiego wójta z 15 maja 1414 r. przynosi informację o zjeździe w Drawsku Pomorskim, podczas którego doszło do pojednania między Wedlami z Tuczna, Drahimia (prawdopodobnie Wedlowie byli w tym czasie tenutariuszami drahimskiej królewszczyzny) i Mirosławca, a wójtem Sanderem Machwitzem oraz rajcami Choszczna, Świdwina i Drawska. Henning von Wedel z Mirosławca zgodził się wypuścić z niewoli Simona von Guentersberga, Janckego von Stieglitza i Ottona Falwena. Wedlowie obiecali też utrzymywać pokój, „dopóki polski król nie rozpocznie nowej wojny”[1].

Wydaje się, że zawarty w Drawsku układ był przez następne lata przestrzegany przez Henninga. Za to następca Machwitza na stanowisku wójta Nowej Marchii, Jost Struperger, miał poważne kłopoty z Wedlami z Drawna, gdyż ci uwięzili jego „pięciu lub sześciu knechtów, zastrzelili psy i zabrali urządzenia myśliwskie”. Działo się to zresztą w lesie na zachód od Mirosławca, w pobliżu Kalisza Pomorskiego. Nowy wójt był jednak człowiekiem czynu. Zebrał uzbrojonych mieszczan z Drawska, Świdwina oraz posiłki wystawione przez kaliskich von Guentersbergów i ruszył na Drawno. Po krótkim oblężeniu wójt zdobył zamek i miasto. Drawieńscy Wedlowie odpowiednio wcześniej salwowali się ucieczką. Relację z tych dramatycznych zdarzeń wójt zawarł w liście do wielkiego mistrza z 6 lutego 1421 r.[2].

O zdarzeniu tym piszę dlatego, że w starania o odzyskanie odebranego Wedlom Drawna zaangażowali się liczni Wedlowie, w tym Hennig von Wedel z Mirosławca. Co ciekawe w dwóch dokumentach z 1421 r., które dotyczą zwrotu Drawna, Henning jest tytułowany wójtem leżącego na Pomorzu miasteczka Arnhausen (dziś wieś Lipie koło Połczyna)[3]. Widać pomimo swych wcześniejszych występków, udało mu się wkraść w łaski księcia słupskiego. W 1425 roku Wedlowie wystawili dokument potwierdzający oddanie im Drawna w lenno. W tym dokumecie oprócz wójta Arnhausen – Henninga – pojawił się również Jakub von Wedel z Mirosławca[4], który był prawdopodobnie synem starego raubrittera Henninga.

Sprawa zajęcia Drawna i jego zwrot doprowadziły do normalizowania stosunków między liczną familią von Wedlów a Zakonem Krzyżackim, który odtąd mógł zaliczyć przedstawicieli tego rodu do szeregu swych stronników. Choć nie na długo…

[1] A. F. Riedel, Novus Codex diplomaticus Brandenburgensis, Urkundensammlung der geistliche Stiftungen, der adlichen Familien, so wie der Staedte und Burgen der Mark Brandenburg, t. XVIII, Berlin 1859 r., s. 171

[2] Tamże, s. 177

[3] Tamże, s. 178-180

[4] Tamże, s. 182

facebooktwittergoogle_pluslinkedinfacebooktwittergoogle_pluslinkedin

Dodaj komentarz